Polish English French German Italian Portuguese Spanish

FUNDACJA

SZANSA DLA

ZWIERZAKA

"ZOA"

NASZE

MOTTO

 

Przecież Człowiek ma wobec zwierząt wielki obowiązek - pomóc im przeżyć życie, a tym oswojonym - odwzajemnić ich miłość i czułość, bo one nam dają o wiele więcj niż od nas dostają.

Olga Tokarczuk

Chów przemysłowy to bardzo intensywna hodowla bydła, trzody chlewnej, drobiu,  w której maksymalizuje się zyski a minimalizuje koszty przez pogorszenie warunków życia hodowanych zwierząt. Polega ona głównie na zwiększeniu liczby zwierząt na 1 m2 powierzchni pomieszczenia inwentarskiego lub klatki oraz zastosowaniu daleko idącej mechanizacji produkcji. Wszystkie te działania przynoszą duży zysk producentom, a zwierzętom ból i cierpienie.
Jeszcze pół wieku temu chów przemysłowy uważany był za bardzo dobre rozwiązanie problemu niedożywienia, zaś obecnie istnieje wiele dowodów na to, że dzieje się zupełnie odwrotnie: jednym z nich jest fakt, że aby wyprodukować 1kg mięsa, np. wołowiny, trzeba zużyć ponad 10kg zboża (soi lub pszenicy), nie mówiąc już o wodzie, której zużywa się kilkanaście razy mniej do produkcji roślin niż mięsa. Bardzo łatwo można obliczyć, że mięsem z chowu przemysłowego można nakarmić 10 razy mniejszą liczbę ludzi, niż roślinami wykorzystanymi do jego produkcji.
Z jednej strony mechanizacja produkcji mięsa, mleka czy jaj jest bardzo wygodna dla producentów, z drugiej strony jednak jej ogromny postęp powoduje, że ludzie zatrudnieni w tym przemyśle utracili wrażliwość na krzywdę zwierząt. Większość czynności wykonują za człowieka maszyny, dlatego jego kontakt z umęczonymi zwierzętami jest bardzo ograniczony. Pracownicy nie zwracają uwagi na ich cierpienie, a często sami dodatkowo znęcają się nad nimi, bijąc je, kopiąc, ciągnąc na uszy, rogi, ogony. Oczywiście nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności.
Gdy zwierzęta osiągną odpowiednią wagę są ogłuszane i zabijane. Najczęściej czynności te wykonywane są w dużym pospiechu, aby zwiększyć wydajność produkcji i przez to niedokładnie. W efekcie miliony zwierząt rocznie na świecie zabijanych jest w pełni przytomności! Niezrozumiały i nie do przyjęcia jest fakt, że zwierzęta rzeźne nie są tak chronione przez prawo, jak choćby zwierzęta domowe, nad którymi nie wolno się znęcać. A tego właśnie doświadczają każdego dnia swojego życia.

Krowy mleczne

Jakże sympatyczne a zarazem obłudne reklamy serwują ludziom producenci mleka i jogurtów. Próbują ich przekonać, że produkty te pochodzą od szczęśliwych krów, które całe dnie spędzają na świeżym powietrzu, na łąkach pokrytych zieloną, bujną trawą i wygrzewają się w promieniach słońca. Nie sposób się oprzeć takiemu sielankowemu obrazkowi. Prawda jednak jest ponura i znacznie bardziej okrutna. Krowy hodowane na mleko całe swoje życie, zresztą bardzo krótkie, spędzają w zamkniętych halach produkcyjnych. Żadna z nich nigdy nie widziała na oczy łąki ani nie poczuła ciepła słońca. Zwierzęta te rodzą się, żyją i umierają w czterech ścianach tych FABRYK, o których wielu ludzi w ogóle nie chce słyszeć.
Chyba nikomu nie trzeba tłumaczyć skąd się bierze mleko. Krowa nie produkuje go tylko pijąc wodę i jedząc trawę. Najpierw musi zajść w ciążę (na skutek sztucznej inseminacji, a nie zgodnie z naturą) i urodzić cielaka. Po porodzie, jak każda inna matka powinna karmić nim swoje maleńkie dziecko, ale wtedy nie zostałoby go wiele na sprzedaż. A przecież producentom chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze. Co zatem robią? Zabierają nowo narodzone cielątko od jego matki. Nie sposób opisać tragedii i rozpaczy jaka się wtedy rozgrywa. Ani krowa-matka ani jej dziecko nie mogą zrozumieć, dlaczego je rozdzielono. Przecież nie zdążyły się poznać ani sobą nacieszyć, a już tracą się z oczu. Na zawsze. Która kobieta zniosłaby taki ból? A krowie matki cierpią tak za każdym razem, gdy rodzą młode.
Ta sama sytuacja powtarza się po kilku miesiącach i po kilku kolejnych, przez 4 do 7 lat. Po tym czasie krowa jest tak wyeksploatowana, że nie daje już tyle mleka co wcześniej i dalsze jej utrzymywanie staje się dla producenta nieopłacalne. Zwierzę trafia do rzeźni.
A co w tym czasie dzieje się z cielakiem? Jeśli miał pecha i jest płci męskiej, po dwóch, trzech dniach życia zostanie potraktowany jak uboczny produkt przemysłu mlecznego i zastrzelony.

Krowy mięsne

Najbardziej intensywną metodą hodowli krów na mięso jest odbieranie cieląt od ich matek w dniu narodzin, umieszczanie maluchów w tzw. kojcach, gdzie są karmione zbożem wysokobiałkowym, aby szybko przybierały na wadze. Podczas pierwszych kilku tygodni życia cielęta są kastrowane, a ich rosnące rogi wypalane chemicznie. Tak upływają im dni, tygodnie i miesiące i po około roku od narodzin trafiają do rzeźni.

Świnie

Świnie są hodowane i zabijane dla ich mięsa. Bardzo często są zamykane w niewielkich zagrodach, co powoduje pojawienie się u nich tzw. zachowań stereotypowych, polegających na ciągłym kiwaniu głową do przodu i do tyłu. W naturalnych warunkach świnie bardzo lubią się bawić, lubią być czymś zajęte. Gdy zostają zamknięte z wieloma innymi towarzyszami niedoli najzwyczajniej w świecie zaczynają się nudzić i stają się  agresywne. Gryzą się nawzajem i kaleczą. Hodowcy zamiast zlikwidować przyczyny takich zachowań, często bez znieczulenia obcinają prosiętom ogony i wyrywają zęby.
Świnie coraz częściej trzymane są na betonowych lub rusztowych podłogach, które powodują u nich deformacje racic, ale taki system jest mniej pracochłonny niż system ściółkowy. Oczywiście zdrowie i dobre samopoczucie zwierząt w ogóle nie są brane pod uwagę.
Maciory zanim urodzą młode, przez cały okres ciąży trzymane są pojedynczo w metalowych kojcach, na betonowej lub metalowej podłodze, w których nie mogą, zgodnie ze swoim instynktem macierzyńskim, zbudować gniazda. Kojce te są tak małe, że ciężarne samice nie mogą się poruszyć ani do przodu, ani do tyłu, nie mogą się także obrócić. Powoduje to u nich ból na całym ciele i wiele z nich ma problemy z grzbietem i nogami.
Po porodzie maciory mają przy sobie swoje młode tylko przez kilka dni. Po tygodniu prosięta są zabierane od matki i od tego momentu jedyny ich ze sobą kontakt ma miejsce podczas karmienia, ale nawet wtedy oddzielają ich od siebie metalowe kraty. Po 3 – 4 tygodniach prosięta na zawsze są zabierane od matki i przenoszone do bloków tuczących, a po kolejnych 5 miesiącach zabijane na mięso.
Kiedy u maciory zanika laktacja jest ona ponownie zapładniana, oczywiście najczęściej za pomocą sztucznej inseminacji, a gdy po kilku latach spadnie jej zdolność reprodukcyjna, jest wysyłana do rzeźni.

Kury nioski – chów klatkowy

Kury nioski są hodowane na fermach dla jajek. Są one najczęściej trzymane w ogromnych halach, poupychane po kilka w setkach małych klatek. Klatki ustawiane są w długich, piętrowych rzędach jedna na drugiej. W  takich warunkach kury nie mogą swobodnie się poruszać, nie mogą  wykonywać czynności, które są dla nich naturalne, np rozłożyć skrzydeł, zbudować gniazda, usiąść na grzędzie, pogrzebać w ziemi, czy „wykapać się” w piasku. Od momentu, kiedy trafiają na fermę w wieku około 4 miesięcy do czasu śmierci (spowodowanej chorobą lub wyeksploatowaniem organizmu, z powodu którego przestają znosić jajka) nie są wypuszczane z klatek. Hale na fermach drobiu pozbawione są okien, a jedyne światło pochodzi od sztucznego oświetlenia włączonego przez kilkanaście godzin na dobę, aby zwiększyć u kur ilość składanych jaj. Ponieważ ptaki karmione są i pojone przez jedne maszyny, a inne odbierają zniesione przez nie jajka, hodowcy sprawdzają tylko, czy urządzenia sprawnie działają, nie interesując się, lub nie przejmując cierpieniem tysięcy ptaków. A one cierpią fizycznie i psychicznie, przeżywając frustrację i znudzenie, które prowadzą do agresji. Nie mogąc w inny sposób rozładować tego napięcia, wyrywają pióra i dziobią się nawzajem. Aby temu zapobiec hodowcy powinni powiększyć kurom przestrzeń życiową, lecz zamiast tego wielu z nich przycina im dzioby bez znieczulenia rozgrzanym do czerwoności ostrzem, gdy ptaki są jeszcze bardzo młode. Niektóre zwierzęta umierają wówczas z szoku, inne wykrwawiają się na śmierć.
A co się dzieje z kogutkami, które przecież nie znoszą jaj? Dla hodowcy nie przedstawiają one żadnej wartości, dlatego najczęściej jeszcze w dniu wyklucia się są zabijane lub żywcem mielone na nawóz lub paszę dla innych zwierząt z ferm zwierzęcych! Jakikolwiek komentarz jest chyba w tym miejscu zbędny.
Kura w naturalnych warunkach składa do 20 jaj rocznie, a w chowie klatkowym nawet 300! Jest to ogromne obciążenie dla jej organizmu, nic więc dziwnego, że tak wyeksploatowane zwierzę żyje bardzo krótko.
Brak świeżego powietrza, światła dziennego i ogromny ścisk w klatkach prowadzą do  rozprzestrzeniania się wielu chorób, jak np wypadnięcia dysków, zapalenia oskrzeli, zapalenia otrzewnej czy rak. Każdy z ptaków ma tak kruche kości, że pękają one jak suche gałązki. Chociaż od 1 stycznia 2012 roku na skutek nowelizacji Ustawy o ochronie zwierząt klatki powinny posiadać następujące parametry: powierzchnia przypadająca na jedną kurę winna wynosić 750 cm2, klatka musi zawierać gniazdo, ściółkę do dziobania i drapania, minimum 15 centymetrową grzędę dla każdej kury i urządzenia do skracania pazurów, nie wszyscy hodowcy stosują się do tych wytycznych.

Kury nioski - chów ściółkowy

Mogłoby się wydawać, że system ściółkowy jest bardziej humanitarnym rozwiązaniem, bo kury nie są zamknięte w klatkach, ale w praktyce oznacza on tysiące ptaków upchniętych w halach (nawet po 25 kur na 1 m2 podłogi). Czy mogą one swobodnie wędrować sobie z miejsca na miejsce? Nie. Mogą jedynie siedzieć na grzędach. Tutaj również zwierzęta przeżywają stres związany z niemożnością wykonywania naturalnych czynności, tutaj również roznoszą się choroby zakaźne.

Brojlery, czyli kurczaki hodowane na mięso

W naturalnych warunkach kura może żyć około 6 lat. Kurczaki, które hodowane są na mięso – brojlery – dożywają zaledwie 6 tygodni. Po tym czasie zbyt wolno przybierają na wadze i w oczach hodowcy dalsze ich utrzymywanie staje się nieopłacalne.
Brojlery, w liczbie kilkuset lub nawet tysiąca, żyją w zamkniętych halach, gdzie przez tych kilka  tygodni są intensywnie karmione. Tak szybko przybierają na wadze, że dochodzi u nich do chorób serca  oraz do deformacji i zwyrodnienia stawów, przez co nie mogą normalnie utrzymać się na nogach. Niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, że karma tych ptaków bardzo często zawiera szczątki innych, martwych kurczaków. Można więc mówić tu o swoistym kanibalizmie.
Aby ptaki jak najszybciej przybierały na wadze prawie całkowicie pozbawia się je możliwości snu. Przez 23 godziny na dobę w halach włączone są światła, które mają zachęcić ptaki do częstego jedzenia.
Brojlery nie są trzymane w klatkach, ale tak duże ich nagromadzenie w zamkniętym pomieszczeniu, na dodatek  w oparach amoniaku pochodzącego z odchodów, zawsze prowadzi do stresu i wzajemnej agresji. Ptaki dziobią się nawzajem, wyrywają sobie pióra. Aby zapobiec tym i innym obrażeniom, hodowcy, w okrutny sposób obcinają pisklętom końcówki dziobów, nie stosując przy tym żadnego znieczulenia. Ta część ich ciała jest silnie unerwiona, dlatego trzeba być prawdziwym potworem, żeby świadomie zadawać tak nieprawdopodobny ból żywemu stworzeniu!